Travelling Andrzej - Centralna Azja - sierpien 2012 travel blog

Granica Kirgistan - Uzbekistan w Osh

Bazar w Fergana

Bazar w Fergana

Uzbeckie dzieci pozujace do zdjecia

W uzbeckim "kantorze"

Palac Khana Kokand

Wszedzie obecne pola bawelny

W drodze do granicy z Tadzykistanem

Sprzedawcy chleba w Khudjand

Uniwersytet w Khudjand


Poniedzialek, 3 wrzesnia - Osh, Fergana, Kokand

Rano jestem na granicy z Uzbekistanem w Dostyk (6 Som marszrutka z Osh). Przejscie okazuje sie prawdziwym pieklem. Mozna tylko przejsc na piechote i ze strona kirgjska nie ma problemu ale po uzbeckiej okolo 100 albo wiecej ludzi tloczy sie do przejscia gdzie pogranicznicy przepuszczaja dalej tylko po kilka osob co 20-30 minut. Chaos niesamowity, krzyki, przepychania i placz dzieci. Caly tlum stoi w pelnym sloncu. Mnie ratuje ze mam parasol ale i tak mam watpliowosci aby zawrocic i 'dac sobie spokoj' z tym nonsensownym czekaniem. Ale oczywiscie dalej stoje i czekam w tym 'no menland'. Po okolo 4 godzinach jestem wpuszczony do odprawy ktora sama w sobie jest dosc sprawna. Co prawda musze wypelnic deklaracje celna (w 2 egzemplarzach) oraz celnik chce widziec moje lekarstwa (narkotyki?). Wreszcie upragniony Uzbekistan. Prawie 'z biegu' lapie miejsce w zbiorowej taxi do Andjion, slynnego z zamieszek w 2005 gdy zginelo ponad 500 osob, (7000 UZ Som - okolo 50 km) i stamtad juz marszutke do Fergana (3000 UZ Som - okolo 100 km). Tam tez planuje zatrzymac siÄ™ na noc.

Pierwsze wrazenia Uzbekistanu: w porownaniu z Kirgistanem wydaje sie byc to kraj o conajmniej o 1 stopien bogatszy. Widac to szczegolnie po infrastrukturze. Drogi szerokie, czesto 4 pasowe i w wiekszosci gladkie. Pozatym widac ze wiele sie buduje, nowe osiedla, odnowione domy. Jest tez bardziej czysto niz w Kirgistanie. Ale tez widac ze kraj jest bardziej 'totalitarny'. Wiele punktow kontroli wojskowej nie mowiac o milicyjnej na prawie kazdym wjezdzie i wyjezdzie z miast.

Sama Dolina Fergana to jedna najbardziej urodzajnych terenow w Azji Srodkowej. W wiekszosci polozona jest w Uzbekistanie. Duzo jest tu owocowych sadow, winnic ale najwiecej upraw bawelny - pozostalosc po polityce z okresu sowieckiego gdy jej uprawa byla 'zarzadzana z gory'.

Miasto Fergana do ktorego docieram okazuje sie przyjemnym miastem z szerokimi, wysadzanymi drzewami bulwarami i parkami w centrum. Problem w tym ze nie moge znalesc miejsca na nocleg. W kilku opisywanych w przewodniku miejscach nikt nie odpowiada. Jest juz pozno ale decyduje sie jechac do nastepnego miasta - Kokand oddalonego o okolo 100 km. Lokalizuje przystanek zbiorowych taxi i okolo 7 wieczor (10000 UZ Som) jestem juz na miejscu. Taxi zawozi mnie bezposrednio do hotelu Khan. Jest to najbardziej luksusowy nocleg w czasie mojej dotychczasowej podrozy. Za 65000 UZ Som (cene wynegocjowalem) - czyli okolo $22 mam nowoczesny jednoosobowy pokoj z lazienka, ze sniadaniem. Okolica wyglada dosc dziwnie bo jest to nowo wybudowana dzielnica a w zasadzie tylko sama ulica i przylegajace do niej budynki. Jest kilka malych restauracji ale nic w typie 'na otwartym powietrzu'.

Wtorek, 4 wrzesnia - Kokand, Khodjand

Rano wypoczety (pierwszy raz mialem klimatyzacje w nocy) spiesze na sniadanie ktore jest rowniez wliczone w cene. Jest wystarczajace aby najesc sie az do kolacji. Wyruszam od razu na zwiedzanie. Niedaleko hotelu znajduje sie glowna atrakcja miasta Palac Khana. Zbudowany w 19-tym wieku zaledwie na 3 lata zanim cala okolica znalazla sie w Imperium Rosyjskim. Wkrotce potem chanat zostal zlikwidowany. W srodku male muzeum z ciekawymi fotografiami i informacjami jak wazny byl kiedys ten wlasnie Chanat ktorego stolica byl wlasnie Kokand.

Jest juz poludnie gdy biore taxi do dworca (3000 UZ Som). Stamtad ide najpierw na bazar aby porobic troche zdjec oraz wymienic pieniadze (bazar jest miejscem gdzie najlatwiej wymienic pieniadze po 'czarnym kursie'). Wkrotce potem jestem znow na dworcu i lapie marszutke do Beshariq, ostatniego wiekszego miasteczka przed granica (2500 UZ Som). Stamtad juz musze zapacic 5000 UZ Som za taxi do samego przejscia. Na przejsciu doslownie pustka. Moze tylko kilka osob i zerowy ruch samochodow. Nie widzialem zadnego samochodu, w obu kierunkach, w ponad godzinie gdy je przekraczalem. Procedura jednak podobna jak na przejsciu w Dostyk, czyli bardzo skomplikowana. Az trudno uwierzyc ze niespelna 20 lat temu nie bylo tu zadnych granic i przechodzilo sie bez przeszkod. Teraz wszyscy tu sa wrogami dla swoich sasiadow i robia co moga aby utrudnic przejscie ludzi przez granice.

Po poczestunku arbuzem przez pogranicznikow tadzyckich (wlasnie maja przerwe) wreszcie jestem w Tadzykistanie. Za granica czeka marszutka do pierwszego wiekszego miasteczka po tej stronie granicy (place 2000 UZ Som bo nie mam tadzyckiej waluty). Jako ze na granicy ruch niewielki przez pierwsze 10 km jestem jedynym pasazerem. Potem juz ziorowa taxi do Khojand (10 TJ Som). Po poludniu juz jestem na miejscu w hotelu Eksaun. Jest to stary (sowiecki) hotel i z pewnoscia od jego otwarcia nie remontowany. Lozko w miare ale lazienka w takim stanie ze zdecydowanie rezygnuje dzis prysznicu. Co za szok po ostatnim hotelu w Kokand. UZB! Place tylko 50 TJ Som ale to i tak za duzo na te warunki. Zaraz tez ide na miasto. Kodjand byl zalozony przez Aleksandra Wielkiego (wtedy jako oboz a nie miasto). Ale po najazdach mongolskich juz nic tego okresu nie zostalo. Ma jednak ladna glowna ulice (Lenina), kilka starych meczetow i wazny bazar. Spaceruje po miescie robiac zdjecia a w drodze powrotnej zatrzymuje sie na kolacje. Pierwszy raz od dluzszego czasu czuje chlodny powiew wiatru z gor (pamietam podobne odczucie z Karakol, KIRG).

Pierwsze wrazenia: Tadzykistan jest wyraznie biedniejszy niz Uzbekistan. To jest wyraznie widoczne zaraz po przekroczeniu granicy. Choc w miescie widac zmiany ale stan infrastuktury jest dalej na niskim poziomie.

Entry Rating:     Why ratings?
Please Rate:  
Thank you for voting!
Share |